Tatrzańskie przygody
Cześć!
Baliście się że nie wrócę? Pojechaliśmy w Tatry, już jesteśmy w Siedlcach. No, czasami nie można zabrać ze sobą laptopa, przepraszam również, że nie ostrzegłam was wcześniej. Nie chce mi się umieszczać poradnika i tatr w jednym poście, więc kolejny już zaraz. Jeśli ktoś myśli, że wejście na Tatry to łatwizna, niech wybije to sobie z głowy. Byliśmy na Kozim Wierchu [ 2291m.n.p.m. ], Trzech Koronach [ 934 m.n.p.m. ], Czerteziku [ 772m.n.p.m.], dolinie kościeliskiej i jaskini mylnej, Tatralandii, czyli ogromnym aquaparku na Słowacji. Na początku dnia upał, po południu zwykle chłodny deszczyk. Nie ma co narzekać, skoro w Siedlcach mamy 30 ileś stopni. Przez kilka dni na początku jeszcze bawiliśmy się z dziećmi wujka, Kamilem, Julką i Klaudią. No i pojechali do Siedlec. Wróciliśmy dzień wcześniej, bo co tu jeszcze zwiedzać. Mam do was jedną prośbę: nie męczcie koni znad morskiego oka, bo turyści którzy jeździli na tych wozach nie wyglądali na szczęśliwych, zupełnie jak konie. I kończę mój pościk o tatrach. Niedługo zdjęcia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz